#22 Odchudziennik - Wróciłam na siłownie!

by - 12 czerwca

Witam w kolejnym odchudzienniku, poświęconemu mojej walce z odchudzaniem :-) Haha, nie żeby po nazwie nikt na to nie wpadł. W ubiegłym tygodniu cały mój świat kręcił się wokół pięknego, wspaniałego dnia kiedy to przełamałam się i z wielką ekscytacją odwiedziłam przerażające mury siłowni. I zjadłam paczkę chipsów. 



NA SPORTOWO - POSZŁAM NA SIŁOWNIĘ! 


W ubiegły tydzień wykręciłam rowerem 42 km tylko i wyłącznie jeżdząc do pracy. Przyznam się szczerze, że już nawet nie włączam aplikacji bo przecież trasa ta sama. Dodatkowo, standardowo zaliczyłam 100 minut Zumby, która w tych warunkach klimatycznych wylewa ze mnie 2434654 poty. I z moim kochanych Pań również;) Oprócz tego poszliśmy pobiegać z Jakubem na dystansie 8km a w niedzielę przemaszerowałam w tym skwarze 13 km, znów na Brzankę. Najważniejszym wydarzeniem sportowym ubiegłego tygodnia było moje pójście na siłownię. 

Cofnijmy się w czasie.... :-)

Pierwszy raz na siłownię wybrałam się zimą 1946-tego (hihi żarcik) ale było to ładne dwa lata temu. Przerażona, nieśmiało zapytałam o treningi personalne w lokalnej siłowni, położonej nieopodal mojej wsi. Dowiedziałam się, że jedna godzina to aż 25zł. Niech żyją małe miejscowości. Umówiłam się na trening i dzięki temu już po kilku zajęciach wiedziałam co służy do czego. Najgorsze co wspominam, to że długi czas byłam "nowa na siłce" i każdy patrzył mi po rękach. W międzyczasie podziękowałam Kamilowi za treningi i miałam już gotowy plan dietetyczny i treningowy od Akopa Szostaka. Program był SUPER! Pochodziłam, pochodziłam i jak przyszło lato wybrałam inne aktywności. Na siłownię nigdy więcej nie wróciłam. A efekty były fajne więc stwierdziłam, że kiedyś wrócę. 

Co Jakub ma wspólnego z siłownią? 

Jakub powiedział: Natalia idziemy razem na siłownię. No i tak szliśmy chyba od roku. Nareszcie dotarliśmy i jestem przeszczęśliwa, że możemy robić coś wspólnie, choć tak na prawdę mijamy się tylko między maszynami ;-) 

Czy warto było?

TAAAAAAAAK! Siłownie jest SUUUUUPER! Wiem, że zdania są podzielone i zazwyczaj u kobiet najszczęstsze powstrzymywacze przed pójściem na siłkę to:

  •  "GŁUPIO MI BO SIĘ NIE ZNAM". I to powie praktycznie każda kobieta. Na to rada jest tylko jedna: wybierz się na siłownię z kimś kto ma o tym pojęcie lub z kimś kto nie będzie miał oporów żeby podpytać kogoś co jak działa? 
  • "NIE CHCĘ SIĘ PRZYKOKSIĆ". Hehe to mnie bawi trochę, bo przykoksić to się można nawet w domu, nie trzeba iść na siłownię. Nie od dziś wiadomo, że trening siłowy spala tłuszcz i rzeźbi ciało a z jaką intensywnością to zależy tylko od nasi ciężarów których użyjemy:)
  • "BĘDĄ SIĘ NA MNIE WSZYSCY GAPIĆ". No będą ale trzeba to olać i robić swoje. Myślę, że to bardziej wynika z zainteresowania jakie ćwiczenia robisz itd. Ostatnio kumpel (trenejro) widząc nasze planki (może nie chciał się gapić) podszedł i powiedział, że coś tam robimy źle i nas poprawił. I to jest ok.

Słuchajcie, początki zawsze są ciężkie. Ja też wchodziłam z mocno bijącym sercem, że ktoś się będzie pod nosem ze mnie zlewał. Jednak odstawiłam te wszystkie uprzedzenia na bok i skupiłam się na tym co chcę osiągnąć. Jeśli czegoś nie wiedziałam pytałam Kuby albo odpalałam internety w telefonie. Trzeba sobie jakoś radzić, ale nie można się poddawać przez powyższe argumenty. 

Czego nie lubiłam i nie lubię w siłowni? 

Największym minusem wg. mnie jest higiena:-) Moja domowa mata jest tylko i wyłącznie moja. Tutaj wszystkie sprzęty są używane przez X osób i nie będę ukrywać... brzydzi mnie to trochę. Ratuję się ręcznikiem i oczywiście sprayami do dezynfekcji, jednak dla niektórych to może być za wiele. 

Poza tym nie lubię kiedy trenerzy którzy powinni być tam "dla nas" są zajęci rozmową z kumplami czy bajerowaniem lasek i wtedy już w ogóle ciężko podejść i poprosić o pomoc. Strasznie wkurzające bo są tam w pracy i powinni chociaż pozytywnie reagować i dać nam odczuć, że to dla nich oczywiste, że odrywają się od rozmowy i biegną nam pomóc, a potem wracają do bajerki :-) Z tym bywa różnie. 

Zobaczymy jak się zmieni moje ciało przy takiej ilości treningów. Obecnie mój plan tygodniowy wygląda następująco: 

PONIEDZIAŁEK - Zumba
WTOREK - Zumba
ŚRODA - 2h trening biegowy
CZWARTEK - siłownia
PIĄTEK - siłownia
SOBOTA - rest
NIEDZIELA - co dusza zapragnie:) Jednak okres wakacyjny wskazuje na zawody biegowe w niedzielę 

Ten rok jest mega intensywny ale cholernie mnie to cieszy. W ubiegłym tygodniu zdarzyło mi się wypić piwo, zjeść pizzę i małą paczkę chipsów a mimo to waga poleciała w dół! W tym momencie nie dokopię się do artykułu w którym pisano, że takie jedzenie w stylu "aaa spoko, spalę później na siłowni" nie jest dobre i wcale się tym nie kierowałam. Uważam, że zachowanie zdrowego rozsądku jest naprawdę kluczem do sukcesu. Pisałam o tym w #17 Odchudzienniku ale utwierdzam się w tym, że takie działania mają sens. 

Staram się nie świrować, ale też nie przesadzać. Pewnie gdybym trzymała się planu na 100% efekty byłyby w mgnieniu oka. Ale ja wybrałam ciut wolniejszą drogę, ale może bardziej efektywną bo zmiany będą bardziej utrwalone, mowa o tych w mojej głowie ofkors. Tak czy owak, niedzielne poranne ważenie wskazało równe 59 kg! Do celu jeszcze 4 kg ale z tym też ostrożnie, w końcu jak "przykokszę" to moje ciężkie mięśnie też będą ważyć, cnie?! 

POZDRAWIAM! :-) 






You May Also Like

0 komentarze