#21 Odchudziennik - spotkanie z Adamem Małyszem

by - 06 czerwca

Ubiegły tydzień przebiegał zgodnie z planem. Mimo długiego weekendu udało mi się zaliczyć sporo aktywności sportowych. Co więcej, pogoda tak dopisuję, że w końcu pierwszy raz wskoczyłam w bikini i....... jaram się jak pochodnia!


Ubiegły tydzień był wyjątkowy z trzech powodów:


  1. Piękna pogoda!
  2. Dłuuuuugi weekend :-) oł jeeeee
  3. Spotkałam Adama Małysza :D

W tym roku pogoda naprawdę nas rozpieszcza! Będę to podkreślać za każdym razem, bo nie pamiętam kiedy ostatnio jednym ciągiem było tak ciepło i słonecznie. Z tej okazji codziennie rano robię sobie 15 minutową jogę, do pracy jeżdzę rowerem i dużo biegam. Choć są tacy co biegają więcej! hihi :-)

Apropo biegania to muszę powiedzieć, że to nie tylko bieganie. To także spotykanie przypadkiem sławnych osobistości i np. kiedy wbiegałam w sobotę na metę biegu z okazji Dnia Chemika organizowanego przez Grupę Azoty medal wręczył mi sam Adam Małysz! W najskrytszych snach o tym nie śniłam, haha ;-)



Ale jednak fajnie jak się spotyka kogoś sławnego, mam nadzieję, że za 10 lat będę miała podobny fejm i stan konta i będę wręczać biegaczom medale na mecie. A było ciężko! Tempreatura z 25 stopni na plusie, przy czym dla mnie doczuwalna plus 50! Fajnie, że się przygotowałam i wszystkie krótkie spodenki nadające się do biegania były w koszu na pranie. Tak więc Natalia pomyślała, że założy takie do jogi, trochę z tyłka lecą no ale są przynajmniej 3/4. I to był błąd ale może więcej tłuszczu wytopiłam? Zobaczymy. :D 

to te gacie ;-) 

Podsumowując, obecność Małysza uratowała moją pozytywną ocenę biegu, ponieważ 4 pętelki po 2,5 km to zdecydowanie coś czego nie znoszę. Kto wymyśla pętelki?! Człowiek biegnie i 3 razy myśli, że już zbiega do mety, ale nie - jeszcze kilka kółek. Najlepszy moment wspominam kiedy Panowie z "pudła" (czyli z podium) mijali mnie na moim drugim okrążeniu (a może to było trzecie?) tyle, że oni już zakręcali w kierunku mety... Smuteczek. Ale też kiedyś będę tak pociskać. I tak jak na moje możliwości, żar z nieba, brak czapki i najgorsze spodnie EVA to ukończyłam bieg na 10 km w czasie 55 minut. Da się?! Da się!

 Także ten, tego, ostatni tydzień wyglądał tak:



Jeśli chodzi o "dietę" to mogę delikatnie powiedzieć, że Lewandowska się zawiesiła. Z kilku powodów :-) A o to powody:

truskawki
długi weekend
długi weekend
truskawki
truskawki
i gryl :-)

I tym sposobem, po prostu jadłam to na co miałam ochotę. Ale przyznam się szczerze, że wskoczenie poraz pierwszy w tym sezonie w bikini mocno mnie podbudowało. Co prawda wychodzi na to, że paradując w stroju kąpielowym nie powinnam nic jeść przez cały dzień, ale co tam! Jest cholerny progres :D Nie wiem jak się mają moje wymiary, bo postanowiłam trochę odpuścić bieganie z centymetrem. Być może na finał akcji odchudziennikowej będzie miejsce na podsumowanie sierpień 2017 vs sierpień 2018 - wtedy wpadną centymetry. Tymczasem cieszę oko na to co widzę.



A cieszy mnie to cholernie. Przez całe życie zawsze miałam coś do swojej figury i wyglądu. Zawsze. I chyba się po prostu zmęczyłam, bo przecież były momenty gdzie wyglądałam rewelacyjnie a i tak nigdy w pełni nie byłam z siebie zadowolona. Ta wieczna gonitwa sprawiała, że zapominałam o tym co ważne i o tym, że czasami człowiek po prostu staje przed lustrem i czuje się z dupy. Ale nie jest to permanentny stan. Trzeba doceniać każdy moment w którym czujemy się jak milion dolarów i nie wstydzić się tego. Ja się tego cały czas uczę ale im więcej sobie uświadomię, tym na prawdę w lustrze widzę coś innego :-)

Tak więc wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko mieć umiar. Ale piękne ciało (piękne wg. naszego własnego kanonu) jest na prawdę na wyciągnięcie ręki. Wystarczy mała zmiana nawyków, dobre nastawienie, czytanie moich odchudzienników i można normalnie góry przenosić. Kto jest ze mną?!?!?!?!

Ściskam mocno i tym samym koniec rozważań na dzisiaj. Hehe.

Natalia


You May Also Like

0 komentarze