Czy to ja czy to świat "mody" zwariował? #filozoficznypiątek

11 maja

Uszanownie Moi Drodzy Czytelnicy :) 

Dziś mój ulubiony temat - MODA! Skąd ten pomysł na dzisiejsze piątkowe rozważania? Ano jest kilka powodów. Po pierwsze dostałam prześwietnego, zachęcającego do zakupów maila od firmy Reserved i prawie spadłam z krzesła. Syrjusli. Naszła mnie wtedy taka myśl... 

WHAT DA FAK????????? 

I tak o to, narodziło się pytanie czy to ze mną coś nie tak czy to świat mody ("mody") zwariował? W bonusie wczoraj miałam okazję pooglądać tegorocznych maturzystów i tarnowski rynek zalała przepiękna fala mody. Ale czy na pewno? Zapraszam! 



Być może nie jestem odpowiednią osobą aby wypowiadać się w temacie mody, a i o gustach podobno się nie dyskutuje. Ale załóżmy, że pisze do Was zwykła, normalna kobieta która po prostu chciałaby mieć szansę kupić coś fajnego w sklepie i od czasu do czasu zagląda do popularnych sieciówek. Albo one zaglądają do niej (jak poniżej, screen z maila).

takie coś mi właśnie przyjszło na skrzynkę, załamka na dzień dobry 


Niemniej jednak wiecie też z tego wpisu Moda to nie wszystko że bardzo chciałabym się zaprzyjaźnić z jakimiś fajnymi stylizacjami i w ogóle odnaleźć swój styl. Tak, ja, kobieta przed 30stką. Oprócz tego, że się zawzięłam i zakupiłam kilka ciekawych książek stałam się ostatnio wredną Grażynką która idąc przed siebie obcina wszystkie wokół laski, błędnie dając odczuć, że może moja orientacja jest nieco inna. Nigdy tego nie robiłam, ale odkąd poszukuję własnego stylu takie coś nieodłącznie towarzyszy mi w wypadach do galerii czy na ryneczek (nie Lidla). A kiedy nie patrzę to wtedy moda sama do mnie przychodzi, na moją pocztę i załamuję ręce. W głowie głośno krzyczę, że mam ten cały pomysł w dupie i zastanawiam się gdzie znajdę zwykły dobry t-shirt lub eleganckie spodnie które nie będą wyglądały jak gatki najstarszego koleszki z Animaniaków?

( to ten po lewej ;-) 

I jestem w wielkiej kropce. No nie ma. Nieeeee ma nic. 

Proszę, najnowsza kolekcja z ZARY.

I to niby na imprezę 

A tu proszę, najnowsza kolekcja z Bershki

no chyba się nie znam... 


A do Reserved to aż biegnę na zakupy.... 

no jakoś nie przemawia do mnie ani Pani ani te ciuchy 


Czy Wam się to podoba?!?!?!?! 

  • Bo mnie na wstępie odstraszają modelki. 
  • Potem odstrasza mnie to co mają na sobie. 
  • Potem daję temu szansę, że może jednak to ma tak być?
  • Potem pukam się w łeb i zastanawiam się czy dobrze im płacą (tym modelkom) bo wyglądają jakby były głodne i jeszcze te dziwne pozy jakby je coś nie wiem, postrzyknęło?! 
  • Potem się waham czy laski serio to kupują?
  • Potem sobie myślę, że ..... arołona lyw on dys planet anymore. 
  • A może ja faktycznie nie czuję zmysłu artystycznego w tej dziedzinie i się czepiam?


Wychodzę załamana z internegowego shoppingu. Załamana tą tandetą, tym badziewiem, tymi jakimiś sesjami pokazującymi ciuchy których w żadnym wypadku bym nie założyła. 

Do tego dochodzi ta masówka. Wszyscy wyglądają identycznie. IDENTYCZNIE. Jak jeansowe szorty to biały t-shirt. Jak biały t-shirt to białe trampki. Jak białe trampki to szary kardigan. I tak dalej i tak dalej i tak dalej. Jak się wyróźnić i nie zbankrutować? Nie popłynąć z kasą? Odpowiedź brzmi: NIE DA SIĘ. Jedyny wniosek do jakiego ostatnio doszłam to zakupowy detoks w celu pomnożenia oszczędności i zakupy w no-name'owych sklepach polskich marek lub ćwiczenie cierpliwości i długie godziny spędzone w Second Handach. Inaczej jesteśmy skazani na te same t-shirty, te same spodenki, te same kiecki a co najgorsze wszystko jest jednosezonowe. Dla mnie świat totalnie stanął na głowie choć pewnie było tak od zawsze:) Tyle, że ja nie zwracałam na to wcześniej uwagi. 

Niebawem na blogu pojawi się rezencja dwóch ksiązek o poszukiwaniu stylu: Kasi Tusk i Joany Glogazy. Już widzę sporo różnic i wiem która bardziej mnie porwała. Za moment wychodzi kolejna super pozycja Marty Młyńskiej z bloga Ubieraj się klasycznie i na pewno będę chciała ją przeczytać.  Poszukiwanie stylu i droga do celu to na prawdę gorsze niż przebiegnięcie półmaratonu. To nie jest tak, że ktoś Ci powie biegniesz za oznaczeniami na trasie, masz max 180 minut no i dotarłeś do celu. Nie, nie, nie. Znaków trzeba poszukać, namęczyć się aby wybrać te właściwie a potem konsekwentnie iść do celu. I nie ma limitu czasowego. Jednym udaje się w moment innym zajmuje to ładnych kilka lat. Ważne aby konsekwentnie iść do przodu.

Na koniec tylko wspomnę, że być może trochę mnie poniosło, trochę się uniosłam bo normalne ciuchy też idzie znaleźć w sieciówkach. Ale tak strasznie drażnią mnie te zdjęcia, ten styl który nadaje się tylko na pstryknięcie kilku fotek do magazynu, a w życiu codziennym się po prostu nie nadaje. No ale ja nie umiem "bawić się" modą więc reausumując, dla mnie ten świat zwariował. 


No to chyba mi wystarczy na dzisiaj :-) 

Ściskam mocno

Czytaj dalej

0 komentarze

Najnowszy post

Polub mnie na Facebook