#20 Odchudziennik - prawie 100 km pękło! :-)

29 maja

Bonżur dzień dobry joł joł :-) 

Dzisiaj robimy kolejne podsumowanie moich zmagań z odchudzaniem. A jest o czym pisać bo to był wyjątkowy i ekspresowy tydzień. Zaliczyłam 93 km, zjadłam przepyszne lody, zdobyłam 1 medal i wszystko szło po mojej myśli :-) Niebawem będę mogła się z Wami podzielić jakimiś wymiarami a tymczasem zobaczmy jak mi minął tydzień :-) 



KILOMETR DO KILOMETRA.... 


Od pewnego czasu planuję to co będę ćwiczyć w kolejnym tygodniu:-) Po pierwsze, jak mam listę do zrobienia to idzie mi sprawniej. Nie szukam wymówek, że może zrobię pranie albo zastanawiam się trzy godziny czy pójść biegać, czy nie. Otwieram kalendarz i z niedzielnego planowania widzę, że: w poniedziałek Zumba, we wtorek trening z Lewnadowską, w środę bieganie, w czwartek rower, w piątek wolne, w sobotę trening z Lewandowską, w niedzielę bieg. I nie ma gadania, że może to czy może tamto. Jedyne co może pokrzyżować moje plany to pogoda, ale wtedy też zawsze wiem, że albo zrobię dodatkowy trening w domu, albo pójdę na basen:-) I naprawdę takie planowanie BARDZO POMAGA! Trzymanie się planu jest zdecydowanie lepsze od spontanicznego działania zwłaszcza dla osób, które tak jak ja, często mają słomiany zapał. Tak więc mogę Wam teraz oznajmić, że w zeszłym tygodniu moja sportowa aplikacja wskazała mi wykonanie planu na 93 km! YEAAAAAH! Oczywiście większość zawdzięcznam codziennemu podróżowaniu do pracy ale zobaczcie, kilometr do kilometra, niby tylko 15 minut dziennie a tu jest - taki wynik! OK - miałam jedną dłuższą trasę, ale mimo to uważam, że rower to najlepszy środek komunikacji na tą pogodę :D A jeszcze te miny ludzi w samochodach którzy kwitną w korku? Bezcenne!


W niedzielę brałam udział w lokalnym biegu "Na Zamek Po Mieczy Spycymira" pierwszego obywatela mojego miasta Tarnowa:-) Bieg odbywał się w Parku Biegowym przy ruinach Góry Św. Marcina. To był mój pierwszy taki bieg i na pewno nie ostatni:) Żar lał się z nieba, masa znajomych, walka z własnymi słabościami i pierwszy raz w życiu wbiegłam na tę górkę:) 7,5 km w 52 minuty ale przewyższenia były spore. Zauważyłam, że zawsze na starcie przeklinam pod nosem po co brałam w tym udział, aby przed końcem stwierdzić, że jestem z siebie cholernie dumna i szcześliwa bo pokonałam taką trasę! I bądź tu mądrym:-) Cała impreza bardzo fajna od razu widać różnicę że nie był to bieg nastawiony na zyski! Po prostu miły, "rodzinny" event:-) A medale wręczał sam prezydent miasta. A ja i mój szczęśliwy numerek wygraliśmy odżywki od Olimp Labs. Więc już nawet nie wspominam o tym, że w lesie zaliczyłam dwie pożądne gleby (pierwszy raz wywaliłam się podczas biegania i to dwa razy z rzędu) bo teraz mogę opowiadać że krew i pot były obecne:)

na mecie:-) 

Chciałabym jeszcze wspomnieć o moim fitnesowo-filmowym odkryciu! Ostatnio moja koleżanka z czasów licealnych wrzuca u siebie treningi jakiejś Pani;-) Ani to Chodakowska, ani Lewandowska ani żadna inna znana mi fit trenerka;)

No więc z czystej ciekawości postanowiłam obczaić profil  Trenerki Info. Kim jest? Pierwsze wrażenie dziwne. Kolorowe leginsy, fajne opisy i tak jakoś - przytulnie. Przeglądając jej kanał na youtubie widać, że jej treningi nie są długie, dużo jogi, pilates itp. Postanowiłam dać jej szansę i włączyłam sobie w sobotę 15 minutowy trening cardio (po kliknięciu macie link) No i tak w sumie...bez ekscytacji. Zwykłe ot ćwiczenia jakich wiele. Nawet się dobrze nie zmęczyłam więc dołożyłam sobie jeszcze Lewandowską (ramiona i plecy). Słuchajcie, na następny dzień miałam takie zakwasy na tyłku, że nie wierzyłam!!! SAY WHAAAAT? Taki niby niepozorny trening a po prostu..... MASAKRA! Tak więc od razu postanowiłam, że będę od czasu do czasu ćwiczyć z tą Panią! Jej programy jogowe i rozciągające do szpagatu wydają się być trudne, ale do zrobienia. Jestem tak zmotywowana, że mam nadzieję, że może uda mi się zrobić kiedyś szpagat. Tak więc w sumie przypadkiem muszę powiedzieć, że ta Pani jest mega spoko. Największym minusem jej treningów jest jej gadanie. Praktycznie nie ma chwili ciszy, cały czas opis wykonywania ćwiczeń + motywacyjne hasła - mnie to wkurza. Ale nie można mieć wszystkiego - jeśli ktoś ciekawy, zachęcam do spróbowania :-) 

Więc w skrócie (jak komuś się czytać nie chciało) to: 



A tutaj zrzut z mojej aplikacji, żeby nie było że jestem jakaś gołosłowna. Ależ jestem z siebie dumna, lalalalalala! :D Cellulicie - GIŃ!!!!! :D




A CO W KUCHNI?

A w kuchni pojawiły się truskawki! Omomomomomom! Przepadłam! Uwielbiam ryż z trukswkami i koktajle! Odkąd jestem na diecie Lewandowskiej już w ogóle nie używam mleka tylko napoju kokosowego. Bałam się, że mój ukochany koktajl będzie nie dobry - na szczęście:-) smakuje wyśmienicie :-) Tak więc muszę się przyznać, że waga stoi w miejscu ale to trochę "z mojej winy" bo zjadłam ogromne ilości truskawek, puchar lodów i od czasu do czasu zdarzała się jakaś bułeczka. Co więcej, ostatnio mam taką fazę na gotowanie, że popełniłam przepyszne, kaloryczne, mięciutkie i pachnące ciasto marchewkowe. Pierwszy raz w życiu wyszło mi takie pyszne. Tak więc można powiedzieć, że lato w pełni! Obecnie mogę powiedzieć, że moja dieta to jakieś 70% Lewandowskiej, 20% zdrowego rozsądku i własnej weny twórczej i 10% niedozwolonych rzeczy czyli: biały ryż, biały chleb, czasem piwko i kawałek domowego ciasta. Ale czuję się z tym ok bo wiem, że jestem aktywna i staram się w tygodniu na maxa zdrowo, a w weekend skuszę się na te bułki (ale własnej roboty!) czy jakieś piwko przy Lidze Mistrzów:-) Tak więc nie jest źle!



No to chyba tyle, 
Ściskam mocno!


Do następnego!

Natalia


Z niedzielnego biegu :-) 


Czytaj dalej

2 komentarze

  1. Tyle aktywności! Inspirujesz :D
    Truskawki życiem haha, mówię to pojąć właśnie pyszny truskawkowy koktajl *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe dzięki :D truskawkożercy muszą się łączyć razem <3 pozdrawiam! :)

      Usuń

Najnowszy post

Polub mnie na Facebook