Czy zaczynanie tego samego poraz kolejny to coś złego? #filozoficznypiątek

20 kwietnia

Ostatnio temat ten wraca do mnie jak bumerang. Dlaczego? Dlatego, że jestem jedną z tych osób które ten sam temat zaczynają milion razy nie zawsze dochodząc ledwo do połowy sukcesu. Czy jestem gorsza przez to? Czy muszę być idealna i zawsze iść do celu? Czy dłuższa droga metodą prób i błędów to coś złego? Jak to się ma do tego, że jak się bardzo chce to niby można a jednak mało komu się udaje? 



Żyjemy w czasach idealności. Idealna sylewtyka, idealne mieszkanie, super praca, zadbany wygląd, modny ciuch itd itp. Jeśli w którymś punkcie coś nawala czujemy ogromny dyskomfort. Z jednej strony powinno to być budujące i motywujące. Coś nie działa, chcemy to zmienić, próbujemy i dążymy do realizacji. Z drugiej strony pragnienie powoduje w nas negatywne emocje zwłaszcza jeśli cel wydaje się być prawie nieosiągalny. Jak to pogodzić? Jak wyważyć? 

Kiedyś na maksa byłam zajawiona buddyzmem. Spodobała mi się idea żeby pozbyć się pragnień, wyzbyć się potrzeb i postarać się żyć.... no właśnie? Jak żyć? Nie da się być całkowicie wyzutym z potrzeb i pragnień! Dla mnie to jest życie nijakie. To jest dopiero zwykła, prosta egzystencja. I co z tego, że zaglądnęłam w głąd siebie? Co ja z tego mam? Ok mało kto może mnie zranić, ale wybaczcie, nie da się tak żyć w mieście, pracując na etat, chcący utrzymać jakiekolwiek relacje międzyludzkie. Albo idziesz swoją samotną drogą albo zabierasz coś z tej drogi i dopasowujesz do rzeczywistości, tak aby było Ci jak najlepiej. Trzeba zachować zdrowy rozsądek. Dlatego nie jestem za żadną religią, partią polityczną ani jakimiś konkretnymi przekonaniami. Staram się brać dla siebie to co uważam za najlepsze i najbardziej w zgodzie ze mną.  

Ale i to czasem nie wystarcza. Jak osiągnąć coś co się bardzo chce? Mówią (zresztą ja też:D) wyznacz sobie swój cel. Ok mam. A teraz wyznacz plan działania. Ok mam. No i teraz jedziesz z tematem. Ok mam. I bach. Nagle coś. Nagle mój pies zechciał poczuć się gorzej i moja silna wola poszła na wakacje. Nagle okazuje się, że fundusze na realizację projektu "Super wyglądać" pochłonie coś ważniejszego (przynajmniej na chwilę obecną) i ... i nie było tego aż tak w planach. Dochodzę do wniosku że wyznaczenie celu i planu działania a nawet realizacja to jest nic jeśli na naszej drodze wyskakują nieplanowane sytuacje. To z tym mamy największy problem. Potrafię nie jeść słodyczy, nie kupować ciuchów na promocji, nie wychodzić na piwo więcej niż dwa razy w tygodniu ale nie radzę sobie z sytuacjami które pojawiają się nagle. I co teraz? Jak żyć? Cały czas szukam odpowiedzi i jestem pewna, że jak ją znajdę to się podziele. Dlatego należę do osób które zaczynają niejedzenie cukru poraz 23542464756756, próbują zaakceptować siebie poraz 24335 a także bardzo, ale to bardzo chcę aby to miejsce było wartościowe dlatego tak się ostatnio motam bo moje plany pisarskie niszczą jakieś inne (prywatne) sytuacje. Wybaczcie. Dlatego jeśli coś Wam się wydaje niespójne - to dobrze Wam się wydaje. Szukam, próbuję i będę szukać i będę próbować. Aż znajdę, do skutku. 

Wpis powstał w ramach cyklu "nie daj się chwilowej niechęci - pisz co Ci ślina na język przyniesie, to podobno pomaga w udoskonaleniu pisania i prowadzenia bloga". Wybaczcie chaos myślowy. Po prostu ostatnio mimo pięknej pogody i generalnie kilku dobrych rzeczy, to mam jeden wielki rozpierdziel w głowie. I chyba tak z tym "walczę" :-) 

A żeby nie było tak jakoś poważnie, to wrzucam grafikę którą podesłała mi ostatnio Małgoś:) Moja największa, żywa motywacja jeśli chodzi o zmiany fizyczne - może to jest rozwiązanie zagadki? :D 









Czytaj dalej

2 komentarze

  1. Chyba lepiej zaczynać coś parę(albo i naście..;)) razy niż się poddać, nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie tak! Ale nie wszyscy to ogarniają, zawsze się znajdą tacy co do walną tekstem "no chyba nie chcesz tego tak na prawdę skoro tak długo próbujesz osiągnąć cel??" Także tak :-)

    OdpowiedzUsuń

Najnowszy post

Polub mnie na Facebook