Czy matura to bzdura? Przemyślenia w 11 lat później. #filozoficznypiątek

27 kwietnia

O nieeeeeeeeeeee - tym tematem zdradziłam Wam ile mam lat! Buuuuu-haaa-haaa:-)

Powiem Wam szczerze, że pierwszy z cyklu #filozoficznypiątek o zaczynaniu od nowa przyjął się całkiem nieźle:-) Cieszę się, że forma przypadła Wam do gustu, bo ja chyba odnalazłam swoją mocną stronę czyli przelewanie myśli na papier. Nie żebym nie robiła tego już conajmniej od połowy roku, ale jestem fanką poszukiwania pasji i tego co sprawia nam radość. Nie planowałam tego, wyszło samo i dobrze. Właśnie o to w życiu chodzi: szukać i próbować.  Dzisiaj zamierzam pogadać sobie o maturze. W końcu dla niektórych od poniedziałku długi weekend a dla innych stres maturalny - mowa o rodzicach i o uczniach. A co myślę ja w 11 lat później? :-) Zapraszam!


DLA NIEKTÓRYCH MAJ DLA INNYCH MATURA

11 lat temu o tej porze obgryzałam paznokcie. I to bardzo. Czy byłam dobrze przygotowana? Raczej nie. Czy wierzyłam w to, że jeszcze się czegoś nauczę? Tak! Koniec kwietnia i początek maja to dla młodzieży pierwszy ważny egzamin. O ile ktoś nie zdawał wcześniej egzaminu na prawko to nie jest zaprawiony w tego typu stresie. Ja miałam to szczęście, że mój rocznik nie miał obowiązkowej matematyki (tyle wygrać!) W ogóle byłam chyba drugim rocznikiem który zdawał nową maturę i na prawdę bałam się tego jak FIX! Maturę zdałam, ale było to dla mnie okropne przeżycie, a co gorsza planów na dalszą przyszłość jakoś tak niewiele było. Jedyne co miałam to kupione bilety do Anglii i jedną wielką niewiadomą.

POLSKI SYSTEM EDUKACYJNY

Uważam, że polski system maturalny jest mega do bani. Porównuje się czasy kiedy matura trwała 5h podczas których można było "lać wodę" a ściągi latały między ławkami. Uczennice jakoś dziwnie tyły w dniu matury obszyte pod marynarką ściągami i nikt nie zwracał na to uwagi. A potem i tak trzeba było pisać egzaminy wstępne na wymarzoną uczelnię. 

Dzisiaj mamy arkusze, pierdyliard nauczycieli na m2ucznia i rygorystyczne podejście do tematu. Co więcej, uważam, że dzisiejsza matura to takie trochę chybił/trafił w totolotka, szczególnie w części otwartej gdzie wysoką punktację można dostać wstrzelając się w klucz odpowiedzi. Dobra, może przez te 11 lat coś się zmieniło (doszła matma!) ale cały ten system jest dla mnie mocno kulawy. A potem te punkty i ewentualny płacz, że nie dostało się na wymarzoną uczelnię. Ale czy to koniec świata?

Gdyby mogła cofnąć się w czasie moja edukacja wyglądałaby trochę inaczej. Mogę tylko żałować że w tamtych czasach mimo posiadania internetu nie było jeszcze takiej bazy danych, wiedzy, czyiś doświadczeń abym ja mogła wybrać lepszą drogę. Dla nas to było: aaaa pójdę do liceum bo wszyscy idą. Zawodówka i technikum to zło zawsze kojarzące się z jakimś takim poczuciem, że tam idą jakieś lamusy co nie wiedzą co z życiem zrobić. Jakie to było głupie!!!!! Dziś uważam, że zawód/fach w ręku to dopiero coś!

DZISIEJSI MATURZYŚCI 

W moich oczach dzisiaj maturzyści dzielą się na dwie grupy: ogarniam życie i nie ogarniam życia. Ci pierwsi są ambitni i wiedzą, że nic samo z nieba nie spadnie a wiedza i edukacja są super ważne. Ci drudzy łudzą się, że założą bloga albo pojadą na truskawki do Niemiec i to będzie szczyt ich marzeń. I każdy ma prawo kroczyć własną drogą ale gdyby mogła coś powiedzieć to zawsze będę stawiać na edukację. Ale nie tą bezmyślną, czyli:

  • zrobię papier bo mi rodzice kazali
  • pójdę na ten kierunek bo jest prosty
  • pójdę na ten kierunek bo koleżanka ta poszła
  • wybiorę tę uczelnię bo jest blisko
  • pójdę od razu po maturze bo później nie będzie mi się chciało 

Wspieram edukację która:

  • pomoże rozwinąć nam nasze zainteresowania albo pobudzi nas do działania
  • jest w miarę świadoma (wiadomo, mając naście lat ciężko być pewnym, że na pewno chcemy to COŚ robić za 10 lat)
  • odpowiedzialna: jeśli po pierwszm roku uznamy, że to nie nasza ścieżka nie będę bać się zmian
  • wspieram edukację (tu: wybrany kierunek) który wydaje się być ekstremalny ale my czujemy chęć że damy radę i mamy wsparcie


MATURA TO NIE KONIEC ŚWIATA, ALE...

Brak matury to nie koniec świata, ale zachęcam aby chociaż do tego etapu "dociągnąć". Wiele osób rzuca szkołę tuż przed nią nie myśląc o konsekwencjach w perspektywie kilkuletniej. I to nawet nie chodzi o to co inni powiedzą tylko o nas samych. Kiedyś mogą nam się włączyć ambicje i chęć posiadania zdanej matury i co wtedy? Wszystko jest możliwe ale ciężo znów usiąść do książek. Wiem, bo jakieś 4 lata temu uwaliło mi się że chcę pójść na weterynarię. Pożyczyłam od kolegi z pracy biologię i chemię rozszerzoną i spuchłam! Spuchłam po pierwszym rozdziale. Pomyślałam sobie WTF czy moje szare komórki mogły się aż tak spowolnić? Miałam już dograne, że mogę podchodzić do matury raz jeszcze, miałam na oku uczelnię, miałam plan jak to wszystko ogarnąć i co? I zwyczajnie nie byłam wstanie sama w domu tego ogarnąć. A już na pewno nie w trybie pracującym na pełen etat. No i porzuciłam moje marzenia plując sobie w brodę, że w liceum nie przykładałam się bardziej.

CZY TRZEBA IŚĆ NA STUDIA ABY COŚ OSIĄGNĄĆ?

NIE! Studia to bonus dla nas samych i dla podniesienia naszych kwalifikacji. Jeśli nie czujesz, że chcesz studiować - nie rób tego. Jeśli uważasz, że to zły moment - zrób sobie przerwę, w każdej chwili możesz wrócić na studia (wiem co mówię, poszłam na studia 3 lata po maturze!) Studia nie zając - nie uciekną. Poza tym znam wiele osób które tylko z maturą prowadzą świetnie prosperujący biznes i mam nadzieję, że nauczyciele którzy w nich niewierzyli i traktowali "z góry" mają za swoje! Nauczyciele i inni...;) się wie;)


A Ty co o tym sądzisz? Matura to bzudra? Studia to warunek konieczny na lepsze życie?
I tymi otwartymi pytaniami, zakończmy na dziś!


Za wszystkich tegorocznych maturzystów trzymam kciuki!




                                                  Odwiedź mój Instagram lub polub mój FanPejdż na Fejsbuku

Czytaj dalej

0 komentarze

Najnowszy post

Polub mnie na Facebook