Moda to nie wszystko ale wygląd ma znaczenie. Moje rozważania. #SUPERWYGLADAC

by - 28 marca

Jak połączyć wszechobecnie panujący kult modnego "noszenia się" z totalnym brakiem pojęcia w tej dziedzinie? O to ja - nieznawczyni mody a jednak osoba skrycie poszukująca własnego stylu. Mam 29 lat i nadal nie wiem co mi pasuje a co nie, a wyzywający look przyprawia mnie o wstyd. Czy jestem normalna? O to pierwszy wpis z cyklu #udamisieznalezcstyl należący do działu Super Wyglądać bo jak wspominałam już w pierwszym poście ten dział nie miał być tylko #odchudziennikowym pamiętnikiem. Tu chodzi o coś więcej. O kompleksy z których chcę się wyleczyć. Też tak masz? 

Od zawsze wyglądałam nijak. Nie mówię, że brzydko czy źle (choć niektórzy twierdzą inaczej) po prostu określiłabym siebie jako wersję nijaką. Pochodzę z czasów pokolenia gdzie ciuch przechodził z siostry na siostrę, z kuzynki na kuzynkę więc moja szafa rzadko kiedy miała w sobie nowe rzeczy z metką:-) Szczęście w nieszczęściu, dawne szmatki były super dobrej jakości i na prawdę można w nich było śmigać co najmniej przez 2 pokolenia. Baaaa, nikt wtedy nie zwracał uwagi czy coś jest fashion czy nie. Ważne, że nie miało dziur i było czyste:-) 

Ja przez długi czas otrzymywałam ciuchy "w spadku" po mojej kuzynce, która jest ode mnie 7 lat starsza. Często przyjeżdżałam do niej do domu i zawsze czekałam na moment w którym będę mogła coś zmierzyć z nadzieją, że Ania powie "już w tym nie chodzę, weź sobie". Hehe, zawsze wracałam z czymś do domu. Czułam się wtedy co najmniej tak, jakbym wróciła z galerii po dobrych wyprzedażach :-) W tamtych czasach nikt nie myślał o modzie albo wydawało mu się, że wygląda super:-) Wystarczy spojrzeć na zdjęcia sprzed lat. Dla mnie to była ostatnia rzecz jaką się interesowałam. Zresztą zazwyczaj zawsze odstawałam od typowo 'babskich' tematów bo nigdy się nie malowałam, nigdy nie farbowałam włosów, prawie nigdy nie interesowały mnie zakupy itp. Zawsze miałam zakodowane w głowie, że jeśli coś mam "po Ani" to na pewno jest zajebiste. W liceum też. 

Po zakończeniu liceum zamieszkałam w Anglii i tu nastąpiły pierwsze zmiany. Do "Szafy Ani" było za daleko więc trzeba było sobie radzić samej. Bywało różnie. Na początku wszystko determinowała promocja i oczywiście byłam wielką fanką Primarku:-) A potem odkryłam sportowy styl i wszelkie kobiece stylizacje (o ile można to było nazwać kobiecą stylizacją) zamieniałam na boyfriendowe gacie, najlepiej luźne i wiszące + t-shirty, bluzy i jeszcze większe bluzy: Adidas i Nike to były moje ulubione sklepy. Adidasów i trampek miałam wtedy milion pincet i do pracy nosiłam plecak JanSporta lub wielką, sportową torbę. Dodam jeszcze, że za czasów angielskich nadal się nie malowałam:-) O to, jak wyglądałam.


2009 rok
2010 rok


Aby było śmieszniej, ostatni rok w Anglii spędziłam pracując u Armaniego - totalnie nie rozumiałam mody i ludzi którzy pracowali tam z pasji i miłości do mody. No ale to był prestiż. Nic poza tym. Rok u Armaniego nie spowodował we mnie żadnych zmian, a w idealnie skrojonym garniturze czułam się okropnie. Na moje pożegnanie nawet nie ubrałam sukienki. W ogóle nie chodziłam w sukienkach w tamtych czasach! 

Tylko na wakacjach zdarzało mi się wskoczyć w sukienkę :-) Tutaj wakacje na Kubie, 2010 rok


Tak więc możecie się domyślić, że skoro przeZ 25 lat nie miałam własnego stylu to znaczy, że nie mam o nim zielonego pojęcia. Chyba tylko sportowe stylówy miały ręce i nogi a w dodatku były mega wygodne. Ale one tylko uwydatniały mój młody wygląd i przez długi czas nikt nie dawał mi więcej jak 18-19 lat. A wracając z Anglii miałam już 22 lata. 

"Moda" na studiach.

Po powrocie z UK poszłam na studia. W mojej ulubionej koszulce z South Parku z wielkim nadrukiem I'm Special! Ale tak przynajmniej od razu zakumplowałam się z Gosią, chociaż raczej nikt nie traktował mnie poważnie:-) Mała zmiana nastąpiła kiedy znalazłam pracę. Poczułam, że czas na zmiany i może warto przerzucić się na bardziej kobiece stylizacje. Ale niewiele się zmieniło. Doszło kilka koszul i sukienek choć i tak zawsze kiedy mogłam wybierałam trampki i luźny styl. Wszystko inne było takie jakieś bezimienne. I tak czas płynął i w sumie miałam mocno w dupie to jak wyglądam. Tzn. może nie w ten sposób, ale uważałam, że jest OK.


2011 rok - Impreza na drugim roku studiów. Serio to założyłam :D Innych zdjęć wstydzę się pokazać hehe

Do tego wszystkiego dochodził jeszcze pewnego rodzaju wstyd. Kiedy już odstawiłam się "jak stróż w boże ciało" i przyciągałam wzrok i komentarze innych czułam się dziwnie. Wkurzało mnie, że ktoś zwraca na mnie uwagę, nawet jeśli to były miłe słowa. Paliłam buraka i stwierdzałam, że never ever. Poza tym jako fanka adidasów gdzieś po 25 roku życia zaczęłam chodzić w szpilkach, no to heloł, to nie jest taka prosta sprawa. Nogi bolą a i krok czasem był chwiejny! Brak tej umiejętności odbiera minus sto do pewności siebie!!  

Zakładając tego bloga chciałam również poruszyć temat o którym mówi się niewiele, a najciekawsze artykuły ma u siebie Ania z Aniamaluje.com która dużo pisze o samoakceptacji i zmianie podejścia do własnego wyglądu. O poczuciu własnej wartości. Strasznie mnie to zmotywowało do tego, aby pozwolić sobie być kobietą. Aby wyskoczyć z tych luźnych ubrań w sukienkę i dumnie iść przed siebie. Dla kogoś (zwłaszcza kobiet) może to być abstrakcją, że to akurat ja mam takie problemy jak naparzam do internetów fotka za fotką? Ale moi drodzy, dla mnie to jest trochę forma takiej terapii, że tutaj mogę, tutaj mam prawo bo po to tutaj jestem. Może brzmi dziwnie, ale ja mam prawie 30 lat na karku a zdarza mi się przyjść do pracy w t-shircie "Mam na wszystko wybiegane" kiedy nie ma szefa. Chciałabym częściej zakładać sukienki i nie pytać się miliona osób czy ten sweter jest OK. Chciałabym wejść do sklepu i być pewna, że to dobry wybór. 

No i teraz odwieczny problem, czy wygląd ma znaczenie? No ma! Liczy się pierwsze wrażenie i co najwyżej w późniejszej fazie wygląd schodzi na bok, bo doceniamy charakter i czyjś sposób bycia, czy podejście do życia. Ale na pierwszy strzał patrzymy jak ktoś wygląda, pachnie, mówi, jakie ma dłonie a niektórzy nawet potrafią zwrócić uwagę czy ktoś ma buty czyste;) (ale dla mnie to już przesada!) Mamy prawo ubierać się tak jak chcemy ale z pełną świadomością z jakim spotka się to odbiorem. Ja czasami wychodziłam z domu mając gdzieś to co mam na sobie a potem żałowałam, że się nie postarałam, ale pretensje miałam tylko do siebie. I nie ma tutaj żadnego połączenia z budową sylwetki - można się ubrać super zarówno w rozmiarze XS jak i XL! No dobra, jak się jest niskim to czasami ciężko idzie, ale podobno można ;) Będę testować:-) 

Dlatego też w tym roku diametralnie zmieniam swoją szafę. Będzie kobieco ale ze smakiem. I spokojnie, nie stanę się nagle kolejną blogerką modową (haha to byłby chyba koniec świata!) ale chciałabym dzięki Wam motywować się do tych zmian poprzez wrzucenie od czasu do czasu jakiejś 'stylówy' z prośbą o określenie "hot or not" albo co mogłabym zamienić albo z pochwałą "wow Natalia jest extra".

Będziecie śledzić moje poczynania??? Dajcie znać w komentarzu :-)

Achhhh BYLE DO WIOSNY!!!


You May Also Like

8 komentarze

  1. Twoje stylówki w porównaniu do moich są super ! Potrafiłam połączyć dzwony z spódnicą za kolano gdy szukałam własnego stylu, eksperyment gonił za eksperyment a efekty były raczej gorsze niż lepsze ale znalazłam! Hmmm chyba chwilowo zawiesiłam swój styl w szafie bo królują w nim legginsy ale to tylko przez miesiąc! Świetny tekst, nie ma akapitu w którym nie odnajdywałabym jakiegoś odniesienia do siebie. Jak za każdym razem zazdroszczę czupryny i na szczęście sięga daleko poza ramiona ! Będę komentować chociaż patrząc na moje legginsowe zamiłowanie nie wiem czy mam prawo :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj uwierz mi, wybrałam te nadające się do Internetów :D ale na połączenie dzwonów ze spódnicą to wygrałaś :D

      Bardzo się cieszę, że mój tekst przypadł Ci do gustu i fajnie, że mogę liczyć na Twoją ocenę :D Także bądź krytyczna heheh :D

      Ps. to już został Ci tylko miesiąc do końca?!

      Usuń
  2. Ja powiem tak... ostatnio przeczytałem pewna myśl pewnej celebrytki, która trafia idealnie w sedno, stąd pozwolę ja w pewien sposób zmodyfikować do sytuacji powyżej :) natomiast samą peunte pozostawię.
    Może kiedyś wchodząc do pokoju pełnego Twoich znajomych myślałaś "czy wyglądam fajnie??czy im się spodobam??" teraz jak będziesz wchodzić do takiego pokoju pomyśl "czy oni są fajnie ubrani i czy mi się spodoba" :)
    Wchodź zawsze pewnie i z jednym przeświadczenie -moda modą, ale najważniejsze jest to, że się dobrze w tym czujesz, nieważne czy masz sweter z rudolfem czy sukienkę Channel czy koszulkę adidasa :)
    Rzeczy w których czujesz się dobrze automatycznie Ci da +100 do pewności Siebie :)
    Powodzenia życzę i to że się czasem nie malujesz jest zdecydowanym plusem :) pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Piotr, właśnie problem polega na tym, że ja zawsze wchodzę gdzieś, do tego pokoju i sobie myślę "woooooooooooooooooooooooooooowowowowowowowowowwowowoww" i spoglądam na swój t-shirt z "moja rasa to kundelki":-) Bo nie chciało mi się postarać bardziej. Wiadomo, nie jest ze mną AŻ tak źle, noszę sukienki i inne, chyba chodzi o ..... lenistwo i kompleksy. Za każdym razem jak ktoś mi powie "wow, super wyglądasz" to ja (tak JA!) palę buraka i sobie myślę "no i po co zwracasz na siebie uwagę?!" Nakładam czerwoną szminkę i wszyscy się gapią, a ja się wtedy czuję głupio.
      Nie wiem skąd to się bierze, ale chcę to zmienić. A przynajmniej spróbować czy to o to chodzi, czy może po prostu jest tak jak piszesz: jeśli czuję się w tym dobrze, to dlaczego mam z tym problem?!

      Tak pisząc ten komentarz, może ja potrzebuję jednak psychologa a nie fajne ciuchy? ;)))))

      Tak czy owak dziękuję za komentarz :D

      Usuń
  3. You have always been cool Nat, don't need to be a fashionist! Beauty is inside all of us, 2 years working in Armani should've touth you that hehehe. This is great! You don't stop doing things!! Regards from Spain (shit, what do I do now? I'll push the one which says Opublikuj...hahaha), Fer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaa Fernandito!!! Did you read my post with the translator? :D haha :D so funny :D Thank youm I know the beauty is inside us but..... :D but i'd love to look better than that :)
      Ps. hihi You've chosen the proper button. So happy to hear from you!

      Usuń
  4. Mam 26 lat i do dnia dzisiejszego nie umiem określić jakie ubrania pasują do moje figury, koloru włosów i charakteru. Wchodzę do sklepu i widząc na manekinie jakiś fajny ciuszek myślę sobie "to coś dla mnie", a w chwili kiedy patrze w lustro w przymierzalni myślę "o Boże jak ja wyglądam".
    Czytając Twój wpis zmotywowałam siebie do zmian. Pora na zmiany. Będę zaglądać jak sobie radzisz i trzymam kciuki, abyś znalazła swój niepowtarzalny styl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh jak ja Cię rozumiem! Cieszę się, że Cię zmotywowałam - mam nadzieję, że znajdę jakąś magiczną drogę do celu i w końcu znajdę swój styl! Dzięki za odwiedziny i zapraszam częściej :) Ściskam mocno!

      Usuń